księga gości


2012
kwiecień
styczeń
2011
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
luty
styczeń
2010
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty


Czytam:
isakowicz.pl
dwa-krzesła
zauberer
yale
breviarium
ilona
okruszek
martka
ichtios
annabelle
no bo dlaczego by nie
natalka-alleluja
ihaaa




MOJE SPOJRZENIE NA ŚWIAT

TOMASZ S. (b. organista)

Święta, Święta i po Świętach.



2012-04-10 15:01:19 skomentuj (0)
Dzisiejszej nocy zaczęto wprowadzać cenzurę... Pierwszy poważny krok w kierunku wprowadzenia



"Ambasador Polski w Japonii Jadwiga Rodowicz podpisała ACTA nad ranem polskiego czasu w siedzibie MSZ Japonii. Ewentualne wejście dokumentu w życie wymaga jeszcze ratyfikacji." (Onet.pl)

Zgodnie z art. 90 Konstytucji RPratyfikacja tej umowy międzynarodowej musi być zatwierdzona przez Parlament (Sejm i Senat), bądź referendum ogólnokrajowe, a następnie podpisana przez prezydenta. Tak "nasi wybrańcy" w Parlamencie, jaki i Pan Prezydent hr. Bronisław Komorowski, mogą do ratyfikacji nie dopuścić. Dlatego też jeszcze istnieje szansa na ochronienie wolności w sieci.
Nie neguję. że w zapisach "ACTA" sporo mądrych zagadnień ujęto, niemniej jednak właśnie pośród tej obrony praw autorskich i walki z internetowym piractwem zakamuflowano inwigilację i ograniczenie wolności słowa w internecie. Świetnie dziś rano porównał zapisy owe w telewizji poseł Żelichowski z PSL - można ścigać śpiewającego pod prysznicem, gdy wykonuje czyjąś piosenkę.
O tym, że pewne dwie firmy mogą wg zapisu decydować o usuwaniu treści i ściganiu zamieszczających je w sieci mówił wczoraj inny poseł (rozumiecie, FIRMY, nie instytucje państwowe!)...
Pewnie zrzedły miny tych, którzy mimo doświadczeń z minionej kadencji oddali ponownie głosy na PO. Póki jeszcze można pisać otwarcie stwierdzę publicznie, że właśnie ta partia podczas polskiej prezydencji najbardziej namieszała w sprawie wprowazenia ACTA w UE. To jawna zdrada wyborców? Oni was reprezentują? Tak reprezentują??? Nie wierzę, że elektorat Pana Tuska i jego partyjnych kolegów ma specyficzną aberację, przejawiającą się pragnieniem zakneblowania ust i związania rąk... W dzisiejszych czasach można dojść kto głosował "przeciw", a kto "za".
Nam ACTA nie jest potrzebne. Jeśli ustawy broniące własności intelektualnej, czy znaków handlowych szwankują, należy je poprawić, a nie na ślepo podążać za USA...



... bo jak widzimy nasze umizgi i tak niewiele nam dają. Kiedyś dawaliśmy Sowietom żywność, a za to oni brali od nas węgiel, dziś intresy USA stawiamy ponad naszą własną racją stanu.
Obecny rząd pokazał gdzie ma Polskę i Polaków po raz kolejny. Wcześniej nasze pieniądze pozwolił przeżerać Włochom, Grekom i innym "marnotrawczym" państwom, które podnosząc stopę życiową obywateli popadły w kryzys. Grecy i inne bankrutujące narody zamiast zaciskać pasa żyją jak żyli, a u nas braki jak były, tak się nadal powiększają. Cóż, Polacy wytrzymali 123 lata zaborów, okupację nazistowską, komunistyczną... więc teraz "goli nas" UE. A teraz ta nieszczęsna umowa "ACTA".

Polacy! Przebudźcie się!!!

Przespaliśmy wejście do UE (aż dziw, że ś.p. Prezydent Kaczyński ratyfikował tą umowę) co odebrało nam niepodległość... Nie znalazł się żaden "Eligiusz Niewiadomski" naszych czasów, który by nie dopuścił do zdrad Narodu dokonanych przez Radka Sikorskiego i Donalda Tuska podczas polskiej prezydencji, gdy włazili bez wazeliny w "łaski" obcych państw. Ciekawe czyje interesy reprezentowali, bo z pewnością nie tych, co im zaufali i których powinni reprezentować.
Fakt, jeśli runie gospodarka na zachodzie i południu, to Polska też to odczuje, bo od lat Polska jest związana gospodarczo z Europą Zachodnią. Nic nas nie nauczyło bycie w Układzie Warszawskim, RWPG i Kominformie... Z deszczu pod rynnę, z objęć Wielkorusów w objęcia Germanów...


Wybaczcie, że użyję mocnych słów: Polska to nie k**wa, a Polacy to nie naród niewolników, żeby szła na pastwę nierobów i tych, co się naszą krzywdą chcą bogacić i hańbić.
Taką "poprawność polityczną" mamy, że dajemy się wykorzystywać, władze nabierają wody w usta, gdy trzeba rozliczyć się z historią, by budować nowe relacje z Niemcami, Rosją, Ukrainą.
Ci, którzy zginęli pod gruzami płonącej Warszawy, ci zabijani ciosem siekiery na Wołyniu, mordowani w katyńskim lesie, czy też spoczywający w rozsypanych po Polsce i innych państwach bezimiennych mogiłach. Ci, dla których wojna nie zakończyła się 8 maja 1945 roku... O nich nie wypada mówić, nie wypada się upominać... Jak trudne jest negocjowanie z innymi rządami wystawianie pomników poległym, pomordowanym poza granicami, gdy u nas bez problemu cmentarze wojenne i miejsca upamiętniające  poległych z wojsk niemieckich, czy sowieckich powstają. Ba, nawet taki krzyż w Sahryniu, czy pomnik w m. Białystok w gminie Dołhobyczów. Takie działania są bilateralne przecież. No, ale nasi "wybrańcy" wolą iść innym nacjom na rękę, żeby było miło i bez zakłóceń...

Co do sojuszów, to już nam jesienią 1939 roku Europa pomogła. Rosja "zabezpieczyła" obszary wschodnie II RP... Pisać więcej chyba nie muszę... Tylu naszych żołnierzy zginęło w Iraku, Afganistanie... i co mamy z tego jako Państwo Polskie, jako Naród Polski?

A jak nas traktują inni członkowie "sprzymierzeni"? Np. Niemcy budują sobie gazociąg po dnie Bałtyku, żeby nas ominąć, przy czym obniżają możliwości portu w Szczecinie (przez tę rurę większe statki do niego nie wpłyną). Ot, na tym przykładzie zaprzestanę, choć było by ich o wiele więcej i słyszy się o nich...

Dalej śpicie?


Czasem i w "Radiu Maryja" można posłuchać mądrych ludzi, którzy mogą tam mówić prawdę, która nie przeszła by w telewizji publicznej, ani w mającej różne lobby jakiejkolwiek telewizji komercyjnej (bo żadna nie ma pełnego polskiego kapitału).


Na tym zakończę swoją bieżącą ocenę sytuacji naszej Ojczyzny, która kierowana przez tych, co Jej nie służą woła dziś do swoich Córek i Synów, by zakrzyknęli tak jak Prymas Tysiąclecia: "NON POSSUMUS!" - nie pozwólmy odebrać sobie suwerenności i brońmy wywalczonej krwią naszych przdzodków wolności!

Pamiętajmy! Dziś podpisanie umowy ACTA, za jakiś czas znów na 40- stej stronie unormowań o rolnictwie i rybołówstwie znajdziemy coś, czego zdrajcy chcieliby, ażebyśmy nie znaleźli. Jako Społeczeństwo Polskie nie dajmy się więcej ogłupiać!

Posłowie i Senatorowie!
Nie dopuśćcie do dalszego zniewalania Polski i Polaków!

Naród wyszedł na ulice, głośno wyraził swój sprzeciw przeciw ACTA, a Wy ten Naród reprezentujecie.




Innej drogi nie ma !!!




Tagi: acta
2012-01-26 15:44:47 skomentuj (2)
EURO 2012 a polityka Ukrainy
    

 


2011-09-24 10:35:21 skomentuj (0)
Czy powinniśmy bać się Islamu?

Po ataku Al-Qaidy na World Trade Center w Nowym Jorku i Pentagon - kwaterę główną wojsk USA, 11 września 2001 roku, świat zaczął bać się muzułmańskich ekstremistów, którzy w imię "świętej wojny" - "dżihadu" mieliby unicestwić świat chrześcijański, świat zachodniej cywilizacji.

Znawcy Islamu twierdzą, iż nie należy się go obawiać w czystej formie, lecz groźne są jego skrajne interpretacje, które pochwycone przez pewne jednostki, bądź masy, są niebezpieczne.

O pozytywnej stronie Islamu poczyać możemy sporo w jednym ze starszych już wydań pisma kolegium filozoficzno-teologicznego OO. Dominikanów: http://www.teofil.dominikanie.pl/main/index.php/content/blogcategory/86/80/

Jednakże powyżej wspomniany "fundamentalizm islamski" jest bardzo niebezpieczny, zwłaszcza dla państw współdziałających z USA w akcjach zbrojnych na terenie państw islamskich. Polska jest niestety pośród nich...

Bez roku dwie dekady temu, po rozpadzie Jugosławii wybuchł konflikt etniczny pomiędzy prawosławnymi Serbami, w większości katolickimi Chorwatami i muzułmańskimi Bośniakami (Boszniakami). Była to wojna na tle terytorialnych (każdy z narodów chciało własnego państwa). Mimo zakończenia wojny w 1995 roku na Półwyspie Bałkańskim nadal wrzało, gdyż na liczączym niewiele ponad 10-tysięcy kilometrów kwadratowych obszarze Serbii konflikt pomiędzy Serbami i zamieskujący ten obszar Albańczykami wyznania muzułmańskiego. Trwała ona od 1996 do 1999, zaś już w 1999 roku  zaczęła się w Prowincji Autonomicznej Kosowo i Metochia (będącej pod protektoratem ONZ, akcja mająca na celu zniszczenie serbskich i romskich wiosek, pomników, zniszczono ok 150 świątyń prawosławnych, wygnano 300 000 Serbów i Cyganów.
W 2004 roku w dniach 17–18 marca, albańskie siły dokonały  pogromów na Serbach, pomimo ochrony KFOR-u. W ich skutek zginęło 19 osób (11 Albańczyków i 8 Serbów). KFOR, zgodnie z otrzymanym rozkazem, w pierwszej kolejności zapewnił bezpieczeństwo własnym żołnierzom, w drugiej kolejności zaś zorganizował ewakuację Serbów i Romów. Po obejrzeniu zamieszczonych poniżej filmów możemy domyślić się, co stało by się z nimi, gdyby nie zostali ewakuowani:





Pewnie podzielili by los swoich świątyń...

17 lutego 2008 albańscy mieszkańcy ogłosili niepodległość Republiki Kosowa.


Ekspansja muzułmanizmu w Europie natomiast nabiera coraz większego rozmachu. Potrafi nawet "postawić się" utrwalonemu po Rewolucji Francuskiej modelowi państwa bezwyznaniowego, gdzie praktykowanie religii ograniczono do domów i kościołów, wyznawcy Islamu, wbrew obowiązującemu tam prawa, modlą sie po środku ulic:




Nie zamieszczam tego wszystkiego, by straszyć, czy szerzyć nieufność do wyznawców Islamu, bo muzułmanie w większości są porządnymi ludźmi o "mocnych kręgosłupach moralnych". Piszę nie po to, by zachęcać do zabraniania kultywowania tradycji mającej pokrycie w tradycyjnym stroju, modlitwach, czy posiadaniu świątyń, gdyż muzułmanie mają takie samo prawo do "ludowego" stroju, prowadzeniu szkół, przedszkoli, domów opieki, czy praktykowaniu religii jak inne nacje zamieszkujące dane państwo. Należy jednak uważać, by szafując przywilejami nie zagalopowywać się w tym. Wszystko bowiem powinno być podyktowane równością wobec prawa, a nie czynieniu wyjątków w wynoszeniu ponad prawa innych nacji.
Aby potwierdzić to, co napisałem powyżej, chcę zauważyć, że jeśli obrażane są wartości chrześcijańskie - nic się nie dzieje. Można rysować karykatury Chrystusa, obśmiewać, poddawać Jego postać "głupiemu marketingowi", czy znieważać krzyż "w imię sztuki". Sąd cztery lata zastanawiał się, czy umieszczenie przez Dorotę Nieznalską zdjęcia męskich genitalii na krzyżu jest znieważeniem krzyża, czy nie. Okazało się, że nie. Jednakże, gdy w 2006 roku w "Rzeczypsospolitej" zamieszczono karykatury przedstawiające Mahometa, wówczas zawrzało, i to na wysokim szczeblu. Działanie takowe (na jednej z karykatur przedstawiono Mahometa apelującego do zamachowców-samobójców, by zaprzestali ataków, bo w niebie zabrakło już dla nich dziewic; na drugiej ukazano proroka z bombą w turbanie) potępił ówczesny premier Kazimierz Marcinkiewicz, oraz szef MSZ Stefan Meller, przepraszając muzułmanów za obrazę ich uczuć religijnych. W głos za nimi odezwali się politycy z PIS, LPR, Samoobrony, a nawet z SLD. Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź grzmiał z ambony:
"Opamiętajcie się, uszanujcie przekonania religijne braci muzułmanów i nie przesłaniajcie się hasłami wolności słowa, obrażając uczucie religijne innych".
Jan Maria Rokita skomentował sprawę tak:
"Szyderstwo z religii powinno być uznane w naszym kręgu kulturowym za przekroczenie granic wolności słowa", a "naigrywanie się z religii jest nieprzyzwoite, a naigrywanie się z religii muzułmańskiej w dzisiejszej Europie jest wyjątkowo niemądre, gdyż prowokuje niebezpieczny dla współczesnego świata fanatyzm".
Zwłaszcza ostatnie zdanie z ostatniego cytatu jest ważne - szacunek Europy do Islamu podyktowany jest tu lękiem, a nie przesłankami natury etyczno-moralnej. To jak w kołysance "Stary niedźwiedź mocno śpi": "My go nie zbudzimy, bo się go boimy, jak się zbudzi będzie zły..." . Ale czy to jest wyjście? Nie mówię, że nie, jednakże jeśli żyjemy w państwie prawa, to standard taki powinien obowiązywać wobec wszelkich aktów obrazy uczuć religijnych, czy to muzułmańskich, czy żydowskich, czy to prawosławnych, czy katolickich - bez wyjątku.

Pamiętajmy, że nazwa religii "Islam", wywodzi się od słowa "salām" oznaczającego "pokój". Pamiętajmy, że tak jak Judaizm i Chrześcijaństwo, opiera się na przesłaniu Pisma Świętego Starego Testamentu.
Wiara ta opiera się na wiarę w Allaha, jako jedynego Boga, w Anioły (Archaniołów Michała, Gabriela i in). Jego świętymi księgami jest Koran, a także Tora i Ewangelia (lecz te dwie interpretują nieco odmiennie niż Chrześcijanie i Żydzi). Muzułmanie wierzą też w proroków starotestamentalnych, oraz w Jezusa Chrystusa jako proroka. Ostatnim i najważniejszym prorokiem jest Mahomet, który otrzymał od Michała Archanioła ostateczne objawienie, dlatego też dał początek nowemu wyznaniu - Islamowi. Tak jak Chrześcijanie i Żydzi Muzułmanie wierzą w Dzień Sądu Ostatecznego. Wierzą też w predestynację, czyli to, że dobro i zło są wynikiem Woli Bożej i jest niezależne od człowieka.
Islam opiera się na pięciu filarach: Wyznaniu wiary w Allaha, tzw "szahada"; Modlitwa - "salat", którą należy odmawiać pięć razy dziennie; Jałmużna - "zakat", czyli nakaz oddawania części swego majątku ubogim (ok 2,5%); Post "saum", w miesiącu dziewiątym, znanym jako "ramadan" - bardzo surowym; Ostatnim filarem jest pielgrzymka do Mekki, którą powinien odbyć każdy wyznawca Islamu.
W wielu krajach islamskich obowiązuje "Prawo Szariatu", czyli prawo wyznaniowe oparte na Koranie, oraz prawie zwyczajowym. Reguluje ono wszystkie sfery życia - od modlitwy, po codzienne obowiązki, sposób ubierania i karanie występków. W krajach arabskich często obowiązuje na równi z prawem państwowym.
A co z "dżihadem"? Nazwa pochodzi od słowa "ğihād" – oznaczającego "zmaganie się", "walkę", ale jako pracę nad sobą, zmaganie się z własnymi ułomnościami i pracą na rzecz dobra swojej gminy wyznaniowej.
Dżihadem nazywa się też nawracanie niewiernych, niekoniecznie metodami siłowymi, ale jak pokazuje historia, niestety i takimi.
Aby pojąć skąd wziął się dżihad, krórego się boimy, należy dokonać historycznej analizy tego, jak nawracano na przełomie VI i VII wieku, czyli w czasach Mahometa. Otóż sposób ten porównać możemy z naszymi krucjatami, czy wyprawami misyjnymi.
Obecnie Islam niby nie propaguje takich rozwiązań, lecz nawiązują do tych historycznych "korzeni" fundamentaliści i opierają na tym swoje terrorystyczne działania. Z drugiej strony zaś nigdy oficjalnie się nie odciął i nie zabronił swoim wyznawcom mordowania niewiernych.

Niezależnie od ich wiary, należy bać się fanatycznych socjopatów. Zauważmy, że bomby konstruują i podkładają też wyznawcy innych religii, ba, dokonują czasem bardziej nieludzkich zbrodni... Hitler na pasach żołnierzy III Rzeszy kazał zamieszczać napis "Got mit uns", czyli "Bóg z nami", zaś Stalin o mały włos nie został prawosławnym duchownym (był w seminarium). Kościół Katolicki prowadził krwawe krucjaty, później niechlubna "Święta Inkwizycja" też sporo ludzkich istnień pochłonęła. Wrogość wobec innowierców pieczętowana była nawet papieskimi pieczęciami (na poparcie tego, przytoczę fakt: PP. Grzegorz XIII w bulii "In coena Domini" zrównuje protestantów na równi z piratami i zbrodniarzami). A Holocaust? Czyż to nie mordowanie za wiarę/przynależność narodową? A inne czystki etniczne, chociażby ta na Wołyniu latem 1943 roku, czy to nie ukraiński "dżihad"? No i Rwanda, Bośnia, Serbia, Kosowo... Te wymienione, oraz inne formy ludobójstwa jakie zna świat, są zazwyczaj podyktowane jednym hasłem: "bo nasze ma być na wierzchu". Dopóki więc jedni ludzie będą chcieli dominować nad drugimi, zagarniać ich ziemie i narzucać swoją władzę, wówczas będzie trwał "ogólnoświatowy dżihad wobec słabszych i bezbronnych".
Kościół Katolicki odszedł już jakiś czas temu od zasady "nie ma zbawienia poza Kościołem Katolickim", nawiązał z innymi wyznaniami krytykowane przez tradycjonalistów dialogi ekumeniczne. Wszystko to dlatego, że każdy człowiek jest dziełem Boga i ma godność dziecka bożego, nawet jeśli w to nie wierzy, bo przecież jego niewiara tego faktu nie zmienia.
Islam nadal twardo stoi na stanowisku, że poza tym wyznaniem nie ma zbawienia i nakazuje nawracanie niewiernych dla ich dobra.
Interpretacja oczywiście zależy od poszczególnego człowieka. Dlatego nie można z jednej strony zakwalifikować Islamu jako "religii wojującej", a z drugiej jako "religii pokoju", bo "pokój" w rozumieniu teologii islamskiej to przyjęcie tej religii.
Przykładem jak niebezpieczni mogą być muzułmańscy ekstremiści niech będą zamieszczone powyżej filmy.
Pamiętajmy jednak, że ocenie należy poddawać nie masy, a jednostki.To by było jak ocenianie wszystkich obywateli PRL jako komunistów, bo żyli w komunistycznym kraju. Nie zmienia to faktu, że komunizm należy piętnować.

Konkluzja:

"Tylko czyste serce jest w stanie spostrzec to co jest w górze, na szczycie, to Oblicze
rozswietlone przez oślepiającą jasnoś; tylko serce miłujące Boga i góry jest zdolne do
„czystej kontemplacji Wielkości Stworzyciela”, tylko serce mocne jest zdolne do przemiany
krętej ścieżki w rozświetloną drogę."

Wyznawcy Islamu to ludzie tacy jak my, posiadający rozum i wolną wolę, a więc zdolni do oceny moralnej swoich działań. Niemniej jednak zaślepienia ideologią jest bardzo niebezpieczne. Dlatego też należy czynić starania w kierunku dialogu ekumenicznego z Islamem. Tylko jasne odcięcie się od przemocy i potępienie jej przez znaczących hierarchów islamskich może przynieść pokój. Dopóki Islam nie odetnie się zdecydowanie od metod stosowanych przez ekstremistów, to będzie dochodziło do kolejnych zbrodni, w których w imię wiary w Boga, będzie szargane jedno z Jego przykazań. Kogóż bowiem w pierwszej linii należy słuchać: Allaha, czy jego proroka, Mahometa? Wszakże: "Nie ma bóstwa prócz Boga Jedynego, a Mahomet jest jego Prorokiem". Prorocy kierują nas ku Bogu, lecz czy mogą w tym Bogu zaprzeczać, zwłaszcza w tak kardynalnych prawach jak ustanowiony przez Niego dekalog?


2011-08-29 16:30:33 skomentuj (1)
Zbrodnia Wołyńska - Lipiec 1943



2011-07-27 15:11:02 skomentuj (1)
W epicentrum nawałnicy

NIEDZIELNA NAWAŁNICA A.D. 2011

Niedzielny letni wieczór, po pogodnym dniu na niebie zaczynają się pojawiać na niebie burzowe chmury. Właśnie zebraliśmy się do wyjazdu z weekendowej wizyty u teściów do domu. Burza się zbliża, ale żona decyduje się jechać. Trasa krótka, 12 km, do pokonania w najwyżej kwadrans...
Wsiadamy do samochodu, córka jak zwyke marudzi, że chce zostać u babci i nie daje się zapiąć w fotelik, więc biorę ją na kolana i tulę do siebie - dojedziemy do drogi, to się ją zapnie w foteliku. Przy wjeździe na drogę zatrzymuje się na chwile, dziecko siada w foteliku, zapinamy pasy i ruszamy. Nagle pojawia się coraz silniejszy wiatr, widać latające gałęzie po polach i ani zawracać, ani dalej jechać, więc z dwojga złego próbujemy tej drugiej opcji - jedziemy. W sąsiedniej miejscowości stajemy przed pierwszą przeszkodą - powalone siłą wiatru drzewo zablokowało drogę. Wspólnie z innymi kierowcami udało nam się przesunąć je do rowu i odblokować jeden z pasów. Jedziemy dalej - leży następne, ale już nie do przesunięcia, więc cofamy się i jedziemy inną drogą, a za nami sznur samochodów. Żona przerażona, ale nie traci zimnej krwi, ja po "gościnie" raczej jej nie zmienię, więc trzymam dziecko za rękę, a córeczka, która zawsze tak boi się burzy, z wystraszonymi oczyma patrzy to na mnie, to na to, co dzieje się za oknem naszego samochodu. Drzewa się łamią, deszcz tak intensywny, że niewiele widać, mijamy gałęzie i z podwyższoną adrenaliną przejeżdżamy przez te miejsca, gdzie przy drodze rosną drzewa. Dojeżdżamy do kościoła - w duchu modlę się do jego patrona "Święty Janie prowadź". Za chwilę stajemy przed kolejną przeszkodą, która da się przesunąć. Jedziemy jako drugi samochód w kawalkadzie aut.
Nagle na drodze zauważamy wielkie drzewo, po raz kolejny wyskakuję z samochodu i biegnę w jego kierunku, z innymi. Są wśród nas miejscowi strażacy z OSP. Przed drzewem "Polonez", który w ostatniej chwili pewnie wyhamował przed tą przeszkodą, we wnętrzu zszokowany kierowca. Podbiegamy do drzewa i okazuje się, że pod nim jest przywalony samochód. Na pierwszy rzut oka wygląda to przerażająco, biegnę w jego kierunku, zaglądamy do środka, ale nikogo w nim nie ma - ludziom udało się uciec z niego przez okna drzwi - cud, że nie zostali zmiażdżeni.
Widząc co się dzieje, oraz poinformowany o dalszych warunkach przez strażaka, który odradził jazdę w tym kierunku, cofnąłem się do kościoła i zatrzymałem na zaprzyjaźnionej plebanii, gdzie przeczekaliśmy ten armagedon. Telefony komórkowe nie działały, bo pewnie wyłączono zasilanie na masztach przekaźnikowych, więc do domu się przez pewien czas dodzwonić nie mogłem. Córcia powoli się ośmieliła i zaczęła buszować po kuchni, racząc się kompotem nalanym przez Gospodynię, ja suszyłem przemoczoną koszulę. Rozmawialiśmy o różnych sprawach i mimo, że za oknem fruwały gałęzie, w sadzie złamało się drzewo, wiał wiatr i lał deszcz, to w murowanym budynku byliśmy bezpieczni i chronieni przez gromnicę wystawioną w oknie.
Gdy wszystko ucichło i deszcz przestał padać, ruszyliśmy w drogę do domu. Trasa była już przejezdna - straż usunęła drzewa i wrak przygniecionego samochodu, padał jeszcze lekki deszcz i chmury były nieprzyjaźnie ciemne, niemniej jednak wiatr ustał i było bezpieczniej.
Dojechaliśmy do domu, dziecko odzyskało promienny wyraz twarzy,  ja wyschłem, żonę opuścił stres związany z tą trudną, choć krótkodystansową podróżą.
Po pewnym czasie niebo rozświetliła czerwona łuna. Żyję na świecie prawie trzy dziesięciolecia, ale jeszcze takiego nieba nie pamiętam. Nie był to bowiem efekt zachodzącego słońca, ale łuna wywołana przez wielki pożar, lecz o tym dowiedziałem się dopiero drugiego dnia. Widok był fascynujący, niemniej jednak to, iż sąsiedzi z okna stali w nim z kamerą wywołał mój lekki uśmiech. Patrzyłem na północny zachód, więc nie wiedziałem, że od wschodu, znad granicy z Ukrainą ta łuna była o wiele intensywniejsza i unosiły się nad tamtym terenem kłęby dymu. Co płonęło u naszego wschodniego sąsiada, tego jeszcze nie wiem, ale naszło mnie pewne skojarzenie, ale aby je zrozumieć, trzeba by było cofnąć się o 68 lat, do niedzieli 11 lipca 1943 roku, gdy taka łuna unosiła się nad Wołyniem...


NIEDZIELNA NAWAŁNICA A.D. 1943

Tego samego dnia wojska aliantów prowadziły operacje o kryptonimie "Husky", dokonując inwazji na Sycylię. Z 9 na 10 lipca w tamtym rejonie także wiał silny wiatr, utrudniający akcję, lecz wojska pod dowództwem gen. Eisenhowera wyparła niemiecko-włoskie siły dowodzone przez feldmarszałka Kesselringa. Operacja ta zmusiła Niemców do zakończeniu bitwy pod Kurskiem i przerzuceniem części wojsk na front włoski, co osłabiło ich pozycję na froncie wschodnim, a w konsekwencji tego utraty swojej tam pozycji i późniejszej przewadze sowietów.
O operacji tej mówi się głośno nauczając historii powszechnej, lecz 10 lipca 1943 roku  na Wołyniu zapłonęło 99 polskich wsi i miasteczek. Już kiedyś temat ten poruszałem: http://organista.blog.pl/zdarzylo-si-na-wolyniu-67-lat-temu,14976935,n, więc nie będę się ponownie w tym temacie rozpisywał co do genezy i przebiegu tych krwawych wydarzeń.
Ziemia Wołyńska usiana jest bezimiennymi grobami polskich mieszkańców tych terenów. Wielu z nich "zniknęło" wraz z zamieszkiwanymi przez siebie miejscowościami właśnie 68 lat temu, w tą pogodną niedzielę. Ginęli często z rąk sąsiadów z okolicznych wsi ukraińskich, którzy ulegli nacjonalistycznej propagandzie i w imię walki o własną "samostijną" ojczyznę, dopuścili się krwawych zbrodni, które po dziś dzień przerażają ludzi swoją formą, jak i liczbą ofiar, które zostały zamordowane tego jednego dnia.
Wpisując w wyszukiwarkę "rzeź wołyńska", internauta znajdzie wiele informacji na temat owego ludobójstwa, którego po dziś dzień oficjalnie ludobójstwem władze nie nazwały, a winni nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności, ani też napiętnowani. Na Ukrainie "inżynierom zbrodni" stawia się spiżowe pomniki, są patronami ulic i przykładem patriotycznej postawy dla młodego pokolenia Ukraińców. Jest to jawne zakłamywanie historii, które w imię poprawności politycznej nie jest odkłamywane przez kolejne rządy polskie. Od lat o prawdę walczą organizacje kresowe i rodziny ofiar, niemniej jednak jest to walka żmudna i napotykająca nie tylko na utrudnienia ze strony władz ukraińskich, ale także brak właściwego wsparcia ze strony władz polskich, które bardzo niechętnie starają się poprzez drogę dyplomacyjną uzyskać jakiś consensus ze stroną ukraińską.
Mamy wiele przykładów działań mających zacieśniać dobrosąsiedzkie stosunki kulturalno-społeczno-gospodarcze, niemniej jednak obserwując stronę ukraińską odczuwa się to, że "chce, a nie chce". Przykładem tego mogą być Europejskie Dni Dobrosąsiedztwa, które odbywają się w Kryłowie. Wszystko pięknie ze strony organizacyjnej, ale po przejściu na stronę ukraińską spotkac można było stoisko, na którym sprzedawano koszulki z podobizną Stepana Bandery, który odpowiedzialny jest za ludobójstwo na Wołyniu, m.in. za tą "Krwawą Niedzielę" 10 lipca 1943 roku, o której mowa powyżej. Może to tylko epizod, niemniej jednak niesmaczny i nie licujący z przesłaniem tej międzynarodowej imprezy, na której miał miejsce.


EPILOG

Czytelnik może zadać sobie pytanie, co chciałem osiągnąć opisując powyżej te trzy wydarzenia, które czasowo dzieli okres 68 lat, zaś dwa z nich wydarzyły się w tym samym czasie w różnych częściach świata?
Śpieszę z odpowiedzią: W pierwszej części opisuję przeżycia własne, relacjonując podróż zwykłej rodziny na niedalekiej, wydawać by się mogło bezpiecznej trasie, gdzie zagrożeniem nie są ludzie, ale potęga natury. Pozwala ona wzrastać drzewom, które dają cień i w pogodny dzień czynią krajobraz piękniejszym, lecz wystarczy by chmury zasłoniły słońce, z nieba lunął deszcz, a silny wiatr zaczął łamać owe drzewa, by w połączeniu z uderzającymi nieopodal piorunami zbudować obraz jakże inny. Znana, bezpieczna i wiele razy przemierzana droga staje się drogą niebezpieczną, która nie dla każdego może zakończyć się w domu... Jadąc samotnie można mieć obawy, jednakże świadomość, iż w samochodzie znajduje się dziecko, które ze strachem ogarnia to, co dzieje się wokół, powoduje, iż dramatyzm chwili urasta do większych rozmiarów. Inaczej widzi się takie obrazy w telewizji, inaczej z okna, a inaczej będąc w epicentrum, w którym w każdej chwili można zostać zmiażdżonym przez wielkie przydrożne drzewo.
Dramat nie kończy się z końcem burzy, gdyż niebo zaczyna płonąć. Nie ważne, że płonie coś w Polsce, czy poza granicami kraju - ludzka solidarność wzbudza współczucie, gdyż tam może być zagrożone życie innych ludzi, czyjś majątek jest strawiony przez ogień, ktoś traci dorobek swojego życia...
Następnie następuje podróż w czasie i przestrzeni. Są przedstawione dwa wydarzenia, które dziś nazwać możemy w obu przypadkach wydarzeniami historycznymi. Jedno szeroko i bez zakłamań opracowane i znane w świecie, drugie do dziś właściwie nie nazwane. Oba przedstawiają dramatyzm wojny, jednakże pierwsze to konwencjonalne działania wojenne, drugie zaś to według międzynarodowych standardów ludobójstwo, ludobójstwem oficjalnie nie uznane.
Osobiście dla mnie dramatyzm wczorajszego wieczora już dziś zaczyna blednąć, człowiek się uspokaja i przechodzi do porządku dziennego. Pomyślmy jednak co czują ludzie, którzy cudem ocaleli z "rzezi wołyńskiej"? Czy pamięć o tym, jak w bestialski sposób mordowano ich bliskich, sąsiadów, przyjaciół... da się ot tak, z dnia na dzień wymazać z pamięci? Czy widok zmasakrowanych ciosami siekiery matki, rozerwanego końmi ojca i wbitego na sztachetę płotu małego kuzyna może zniknąć po tygodniu, roku, dekadzie, półwieczu...?
Władysław Broniewski pisał: "Są w Ojczyźnie rachunki krzywd- obca dłoń ich też nie przekreśli...", wskazując na to, że jeśli Polacy nie będą walczyć o wolność, nikt za nich tego nie uczyni. W odniesieniu do poruszanych kwestii nie idę ku stwierdzeniu, by pomścić ofiary zbrodniczych czystek na Wołyniu dokonanych przez UPA kolejnym przelewem krwi, bo tu już dość krwi przelanej było. Teraz należy walczyć o prawdę, o godne pochówki pomordowanych, oznaczenie krzyżami miejsc, gdzie zbiorowo ginęli i o prawdę "w książce, w szkole" na Ukrainie, jak i w Polsce, gdzie nadal szerokim łukiem mija się temat Wołynia.
Ukraińcy zarzucają nam to, że BCh i AK także nie miały na Chełmszczyźnie i Zamojszczyźnie czystych rąk i jest to smutna prawda. W skutek "akcji odwetowych" zginęło wielu prawosławnych mieszkańców tych terenów. W ukraińskich rękach jest to obecnie modny argument trudny do podważenia. Trzeba jednak spojrzeć na oba oblicza tych zbrodni przez aspekt ich proporcjonalności, tak do ilości spacyfikowanych wsi, jak i sposobów pacyfikowania, ilości ofiar i uwarunkowań. Trudno bowiem stawiać znak równości pomiędzy pacyfikacją ukraińskiej zmilitaryzowanej wioski, będącej "gniazdem" oddziałów UPA i Ukrainische Hilfpolizei, które paliły sąsiednie wioski polskie, a polską wsią na Wołyniu, gdzie w kościele mordowano bezbronną ludność w imię banderowskiego nacjonalizmu.
Oczywiście każdy z przypadków wymaga dokładnego zbadania i osądzenia, zaś ofiary powinny mieć godny pomnik. Źle się jednak dzieje, gdy pomniki wznoszone są nie na grobach ofiar, ale ku czci oprawców.
Jezus Chrystus powiedział: "Tylko prawda was wyzwoli"... (J 8,32) - słowa te mimo upływu prawie dwóch tysiącleci od ich wypowiedzenia są uniwersalne i wskazują nam jak żyć i budować relacje z innymi.
Dialog ukraińsko-polski wymaga prawdy i odkłamania bolesnej dla obu Narodów historii. Czas tu nie goi ran, ale wraz z przemijaniem tych, którzy byli naocznymi świadkami tamtych dni, zaciera się niestety ludzka pamięć, gdyż relacje z pierwszej ręki zastępowane są przekazami niekoniecznie właściwie zinterpretowanymi. Dlatego też jak najrychlej należy powołać złożone z historyków z Polski i Ukrainy komisje i wspólnie spróbować zmierzyć się z tym zagadnieniem. Jeśli obie strony przyjmą prawdę i oceniając fakty nie będą starali sie ich interpretować stronniczo, ale podejdą do sprawy naukowo, może da to silny fundament pod budowanie nowych, dobrosąsiedzkich stosunków. Obecnie żyjemy z piętnem historii, którą budowali nasi ojcowie, dziadkowie, pradziadkowie, historii, która mentalnie ogranicza nas w budowaniu tego, co jest teraz i tego, co chcemy wspólnie wznieść w przyszłości. Obecnie patrzymy z wyrzutem na siebie, lecz krok naprzód uczynimy tylko wówczas, gdy rozliczywszy się z przeszłością będziemy patrzeć w jednym kierunku - w przyszłość.


2011-07-11 12:43:19 skomentuj (1)
Muzyka w Kościele może być piękna

Co buduje modlitewnego ducha podczas Mszy Świętej i pomaga ją przeżyć?
Z pewnością pierwszym filarem jest wiara, drugim określona liturgia, trzeci filar to architektura i wystrój świątyni, zaś czwartym, niestety w naszych czasach ignorowanym i zaniedbanym jest muzyka.
Swego czasu jeden z organistów zauważył, że gdyby podczas sceny śmierci Jezusa w filmie "Pasja" zamiast tego wzruszającego utworu, jaki możemy tam usłyszeć podłożono nagranie piosenki "Rozpięty na ramionach" z gitarowym podkładem, z pewnością scena ta nie wzbdziła by takich emocji, jak wzbudza właśnie z takim muzycznym tłem. Podobnie z muzyką Ennia Moricone z filmu "Misja"...
Muzyka bowiem nadaje tło, które wpływa na duchowe przeżywanie nabożeństw. Inaczej odbieram duchowo darcie się do mikrofonów i rzępolenie "c-dur, e-dur, a-dur, d-dur" na gitarkach piosenek, które może i sprawdzają się podczas marszu w pielgrzymkach, gdzie jest całkiem fajne, ale podczas Mszy Świętej jakoś nie pasuje. Msza Święta jest bowiem powtórzeniem Ofiary Doskonałej, jaką Chrystus złożył na krzyżu za całą ludzkość i wymaga doskonałej oprawy.
Wspaniale, gdy w świątyniach można usłyszeć piekny akompaniament organowy wraz ze śpiewem ludu. Przykładem są ewangelickie nabożeństwa w kościołach za Odrą, gdzie od wieków do muzyki przykłada sie szczególną wagę. Dobryz muyzcz kođcielni potrafią zrównoważyć solową muzykę organową, śpiew chóralny i wspólnotowy, jednogłosowy śpiew wiernych. Te trzy formy są potrzebne. Trzeba także pamiętać o tym, by dobrać odpowiednią formę muzyczną, bo nie zawsze to, co pasuje na sobotnie karaoke w salce parafialnej, będzie dobrze i godziwie brzmieć podczas Najświętszej Ofiary.




2011-06-04 10:24:24 skomentuj (2)
Prorok T.B. Joshua przewidział katastrofę pod Smoleńskiem



2011-04-28 16:54:06 skomentuj (0)
Wspólna akcja Polaków i Ukraińców przeciw UB w 1946 r.




2011-04-11 09:59:37 skomentuj (0)
"Wypędzeni" i "Złote żniwa"
Ostatnio rozgorzała dyskusja na temat nowej książki Eriki Steinbach. W Niemczech trafiła na podatny grunt wśród "wypędzonych", w Polsce wzbudziła spore kontrowersje...
 



BdV ze swoją szefową zapominają chyba jak doszło do wysiedleń Niemców z tych terenów. Gdyby nie dążenie "Deutschland, Deutschland über alles, über alles in der Welt", w postaci rozpętania II Wojny Światowej, to wypadki mogły potoczyć się inaczej.
Na swój sposób część Polaków rozumie "wypędzonych" Niemców, a mówię o Kresowianach, którzy też zostali wygnani ze swoich domów na Wileńszczyźnie, Polesiu, Wołyniu, czy też Galicji. Rozpętana przez Hitlera wojna miała przynieść łupy wojenne m.in. w postaci nowych ziem, żeby Niemcy mogli powiększyć swoją przestrzeń życiową i panować nad innymi narodami. Jednak wiemy, że mimo spektakularnych sukcesów z czasem szala zwycięztwa się przechyliła i ci, którzy mieli być zwierzyną - stali się myśliwymi.
Można oskarżać Niemców za rozpętanie wojny, ale ani Niemcy ani Polacy nie są winnii temu, że w Jałcie ustalono, że Polska ma utracić pół swojego terytorium sprzed 1 IX 1939 roku, zaś w Poczdamie otrzymała (nota bene rdzennie słowiańskie) terytoria, które nazwano "Ziemiami Odzyskanymi", przez co terytorium powojennej Polski nawiązywać miało do tego z czasów jej początków.
Trzeba pamiętać o tym, że tak drastyczne przesunięcia granic nie zaszły by, gdyby nie to, że Niemcy przegrały wojnę. Tak jak Hitler rozpętując ją mówił o przyszłym rozszerzeniu władztwa niemieckiego na wschodzie, tak i główny zwyciezca tej wojny - Związek Radziecki - chciał tych "łupów wojennych" dostać, a że nie sąsiadował z Niemcami, to "uszczknął" z Polski sobie połowę, dając za to dawne, rdzennie Polskie, ziemie na zachodzie.
Trzeba pamiętać, że na miejsce "wypędzonych" przyszli inni "wypędzeni", którzy również utracili swój Vaterland na Kresach Wschodnich. Wszelkie próby pisania o niemieckich "wypędzonych" w oderwaniu od poprzedzających te wydarzenia następstwa II Wojny Światowej, jest przekłamywaniem historii i tworzeniem fałszywych mitów, o antypolonizmie i niemieckim egocentryzmie narodowym nie wspominając.

Kolejnym przekłamującym historię jest Jan Tomasz Gross, który od lat jest piewcą polskiego antysemityzmu. Jego publikacje padają na podatny, bo nieświadomy historycznej prawdy, grunt amerykańskiego żydowstwa, dla których Polacy, a nie Niemcy, są odpowiedzialni za Holocaust! Polacy, którzy stanowią największą grupę odznaczonych przez Instytut Yad Vashem tytułem "Sprawiedliwych wśród narodów świata"! Toż to potwarz przeokropna i niewdzięczność Izraelczyków, których ci ludzie z narażeniem życia swojego i całych swych rodzin owi Sprawiedliwi Polacy ratowali. Tych tysiące przypadków pomocy Żydom stawia się naprzeciw odosobnionych przypadków antysemickich zajść takich jak Jedwabne, czy Pogrom Kielecki. Są to epizody oderwane od tego, co naprawdę się działo w okupowanej Polsce, Polsce, która i w czasie wojny i przed nią z pewnością była najmniej antysemickim krajem w tej części świata. W Polsce nie było "kryształowych nocy", Żydzi mieli swoje organizacje społeczne, bez problemów działały gminy wyznaniowe, mieli nieograniczone prawa gospodarcze, nie było pogromów jak w innych państwach...
Nawet mimo tego, że wielu Żydów po 17 IX 1939 roku na terenach zajmowanych przez Armię Czerwoną witało najeźdźców z czerwonymi opaskami na ramieniu, to po wycofaniu Sowietów pogromu za to nie było. W Polsce szmalcownictwo było negatywnie postrzegane i w porównaniu z ilością przypadków pomocy bezdyskusyjnie niewielkie w porównaniu do innych państw.
Kręci się na zachodzie takie fily jak "Opór", gdzie bandę rabunkową działającą na Polesiu gloryfikuje się do rangi bohaterów. Ludzie bezmyślnie oglądają, przyjmują hollywoodzką bujdę za prawdę niepodważalną i zadowoleni, że dali się ogłupić. Zamiast bezkrytycznie przyjmować wszystko, co chcą pewne kręgi może warto poczytać jak było naprawdę?
A jak się Żydzi odwdzięczyli, gdy Sowieci Niemców pognali na zachód? Oczywiście wspierając Polskę Ludową, a jak? - wstępując w szeregi UB, wydając Polaków... Warto poczytać trochę o tamtych czasach i zgłębić kim był Berman, Łańcut, Wolińska...
Również rok 1968 nie jest jakąś zemstą społeczeństwa polskiego za "przysługi żydowskie", ale wynikł z pewnych "komuszych rozgrywek na górze". Z pewnością nie był to objaw antysemityzmu, ale "kalka" poprawności politycznej z działań ZSRR, która rok wcześniej zerwała z Izraelem stosunki dyplomatyczne w związku rozpętania przez ten kraj wojny z izraelsko-arabskiej.
Wyrzucenie żydowskich studentów z uczelni podczas "Wydarzeń Marcowych" było negatywnie odebrane przez, jak chce Gross i jemu podobni, "antysemickie społeczeństwo polskie". Mimo, że wielu Żydów pochodzących z Polski wie jak było naprawdę, to i tak kłamstwa Grossa robią w żydowskich kręgach na świecie (również w Europie) furorę.
 
 
Ostatnio wiele kontrowersji wzbudza najnowsza publikacja Jana Tomasza Grossa: "Złote żniwa", przedstawiające społeczeństwo polskie jako hieny, które grabiły żydowskie majątki w czasie II Wojny Światowej. Pan Gross, jako urodzony po wojnie, z autopsji tych czasów nie może pamiętać i zna je jedynie z opowiadań innych. Z dotychczasowej twórczości tego "pisarza" wyłania nam się obraz mentalności jego respondentów. Są to ludzie, którzy są drastycznie negatywnie nastawieni do Polski i Polaków. Ciekawe gdzie pracowali po wojnie? Odczuć się da, że pan Gross obraca się w środowisku przesyconym antypolonizmem. Czyżby tych "ubeków", którzy tak jak on wyjechali do USA po 1968 i nie mając czym się chwalić pośrod Żydów, którzy wojnę spędzili w bezpiecznej Ameryce, karmią ich opowieściami o "Polakach-Troglodytach" i tworzą mity, którymi próbują oszukać własne sumienia.
Możliwe, że kogoś z rodziny pana Grossa spotkał jakiś drastyczny przypadek antysemityzmu i swoista rodzinna trauma trwa po dziś dzień, a może to skutek przeżyć związanych z "wypędzeniem" w 1968? Odpowiedź na to pytanie pozostawmy biegłym psychologom i historykom zgłębiającym geneaologię tego "bajkopisarza".
Oczywiście Państwo Polskie zamiast domagać się prostowania tych kłamstw nie robi nic. Ba, Jan Tomasz Gross jest kawalerem Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej, którym odznaczył go w 1996 roku Aleksander Kwaśniewski. Jeśli pan Gross miał by choć krztę honoru, by to odznaczenie Państwu Polskiemu zwrócił, chyba że antypolonizm jest w Polsce zasługą.

Wypędziliśmy Niemców, mordowaliśmy i grabiliśmy Żydów... Te kłamstwa głoszone publicznie w świecie nie spotykają się ze sprzeciwem tych, którzy powinni powiedzieć im "stop". Jeśli "wybrańcy narodu" nie potrafią czynić tego, co powinni - pozostaje zdecydowany odpór społeczeństwa. Mamy dziś wiele możliwości - listy otwarte, pisanie do prasy, publikowanie i rozpowszechnianie w sieci... Nie milczmy, walczmy o to aby PRAWDA była PRAWDĄ, bo inaczej wrogie Polsce kręgi na tyle ogłupią światową opinię publiczną, że ziszczą się słowa największego manipulatora i kłamcy I poł XX wieku - Josefa Goebelsa: "Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą". Nie dajmy pluć sobie w twarz, bo jeśli sami się nie będziemy szanować, któż nas, jako Naród, uszanuje?

2011-02-18 17:44:17 skomentuj (2)